KORONA KIELCE

Stawka większa niż życie [ZAPOWIEDŹ]

14 maj 2026 | 16:30

To nie czas na rozpamiętywanie i wyrzuty. To czas na walkę do ostatniej kropli potu i krwi na boisku oraz głośny, wywołujący drżenie w nogach rywali doping na trybunach. W ostatnim domowym i bezsprzecznie najważniejszym meczu tego sezonu Korona Kielce w ramach 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy zmierzy się na EXBUD Arenie z Widzewem Łódź. Razem po zwycięstwo!

Ubiegłotygodniowego wyjazdu do Częstochowy nie będziemy najlepiej wspominać. Wygrana pozwoliłaby nam głęboko odetchnąć, ale nie było nam dane zachłysnąć się tym krystalicznie czystym i kojącym powietrzem. Nigdy jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Albo prawie nigdy. Istnieje jeszcze instytucja drugiej, a raczej w tym przypadku – kolejnej szansy, choć jest ona mocno newralgiczna i nie można jej nadużywać.

Będąc szczerym, sami postawiliśmy się pod ścianą. Na szczęście nie jest to sytuacja bez wyjścia. Ba, wyjście z niej jest banalnie proste i jednocześnie piekielnie trudne. Wystarczy bowiem po prostu… wygrać. Brzmi jak bułka z masłem, co? No właśnie, tylko brzmi. Bo naprzeciwko nas również stanie zespół, który walczy o wszystko. A biorąc pod uwagę klimat naszych starć z Widzewem Łódź – bo o nim rzecz jasna mowa – piątkowe spotkanie będzie niczym finał. Zarówno dla nas, jak i dla nich.

Przed rozpoczęciem 33. serii gier Łodzianie znajdują się jedną pozycję nad nami – na 14. miejscu. Legitymują się przy tym identycznym dorobkiem punktowym (39), ale mają lepszy bilans bramkowy. Zwycięstwo 3:1 z Lechią Gdańsk odniesione w miniony weekend pozwoliło im opuścić strefę spadkową i nabrać pewności siebie przed wizytą w stolicy województwa świętokrzyskiego. Położenie obu ekip nie pozostawia wątpliwości co do tego, że w piątkowy wieczór nikt nogi odstawiał nie będzie.

– Sama waga tego meczu warunkuje nastawienie. Musimy być przygotowani na wojnę, na walkę od pierwszej minuty. I jesteśmy na to przygotowani. Widać u chłopaków duże sprężenie, dużą energetykę w ich poczynaniach na treningach. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to jest pierwszy z dwóch naszych ostatnich finałów. Zdajemy sobie też sprawę z tego, że zwycięstwo może nas już utrzymać – powiedział Jacek Zieliński na przedmeczowej konferencji prasowej.

Niektórzy nie lubią odwoływać się do przeszłości i statystyk, ale fakty są takie, że w ostatnim czasie najzwyczajniej w świecie mamy patent na Widzew. Każdą z ostatnich czterech konfrontacji (trzech ligowych i jedną w STS Pucharze Polski) z tym przeciwnikiem kończyliśmy z tarczą w ręku. Liczymy zatem na przedłużenie tej passy i przerwanie serii sześciu kolejnych potyczek bez zwycięstwa. Nie ulega przy tym wątpliwości, że Widzewiacy również czują ciężar gatunkowy piątkowej rywalizacji.

– To na pewno spotkanie dużej wagi. Korona to jeden z tych zespołów, który powinien mieć zdecydowanie więcej punktów, jak na to, co prezentowali chociażby tylko w tym roku. Myślę, że wszystkie ich domowe remisy powinny i mogły kończyć się ich wygraną. To też świadczy o skali trudności. My na pewno słusznie uważamy, że mamy lepszą sytuację, niż mieliśmy, ale ona jest dalej trudna. Musimy mieć świadomość, że przed nami bardzo, bardzo trudne spotkanie i odwaga jest jednym z elementów, który będzie potrzebny, żeby powalczyć o dobry wynik – ocenił Aleksandar Vuković, szkoleniowiec gości.

Sytuacja kadrowa obu drużyn wygląda podobnie. Z powodu urazów Jacek Zieliński nie będzie mógł skorzystać z usług Wiktora Długosza i Marcina Cebuli, a Bartłomiej Smolarczyk pauzuje za nadmiar żółtych kartek. Z kolei w szeregach Widzewa kontuzje wykluczają Christophera Chenga, Szymona Czyża i Lukasa Leragera.

Koroniarze, już nie raz i nie dwa udowadnialiśmy całemu światu, że gdy jesteśmy razem, niemożliwe dla nas nie istnieje. Niech dwunasty zawodnik w postaci wypełnionych po brzegi trybun EXBUD Areny będzie wiatrem, który napędzi złocisto-krwiste żagle naszych ulubieńców. Wszyscy, bez absolutnie żadnego wyjątku, dajmy z siebie sto, a nawet dwieście procent i pokażmy, czym naprawdę jest mityczny koroniarski charakter.

Po trzy punkty – DO BOJU, KORONO!